Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 125 681 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Dziennik śmierci

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

To coś mnie śledzi (Archiwum)

O moim bloogu

Ohayo! Na tym blogu będę umieszczać niestworzone historie( nie kumam słowa niestworzone) o treści yaoi (oczywiście żartowałam, przykro mi yaoiści). Będą tu kontynuacje historii z kilku fajnych anime...

więcej...

Ohayo! Na tym blogu będę umieszczać niestworzone historie( nie kumam słowa niestworzone) o treści yaoi (oczywiście żartowałam, przykro mi yaoiści). Będą tu kontynuacje historii z kilku fajnych anime postaram się je ładnie rozwinąć.

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 3029
Wpisy
  • liczba: 26
  • komentarze: 28
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl

Kategorie

KUROSHITSUJI cz14

niedziela, 22 lipca 2012 22:15

KUROSHITSUJI


CZĘŚĆ 14


Każdy wo­jow­nik światła bał się kiedyś podjąć walkę.
Każdy wo­jow­nik światła zdradził i skłamał w przeszłości.
Każdy wo­jow­nik światła ut­ra­cił choć raz wiarę w przyszłość.
Każdy wo­jow­nik światła cier­piał z po­wodu spraw, które nie były te­go war­te.
Każdy wo­jow­nik światła wątpił w to, że jest wo­jow­ni­kiem światła.
Każdy wo­jow­nik światła za­nied­by­wał swo­je ducho­we zo­bowiąza­nia.
Każdy wo­jow­nik światła mówił "tak", kiedy chciał po­wie­dzieć "nie".
Każdy wo­jow­nik światła zra­nił ko­goś, ko­go kochał.

I dla­tego jest wo­jow­ni­kiem światła. Bo­wiem doświad­czył te­go wszys­tkiego i nie ut­ra­cił nadziei, że sta­nie się lep­szym człowiekiem.


Wieczorem chłopak ubrany w marynarkę zszedł do jadalni, gdzie, jak co wieczór „przygotowywał” salę na przyjście gości. Nikogo jeszcze nie było, co ułatwiło mu zadanie. Nie lubił, gdy ktoś nad nim ślęczał i znaglał do pracy, bez tego szło mu dużo szybciej… Po przesunięciu mebli pod ścianę i rozłożeniu jedzenia na stole położył się na środku Sali i po raz setny przyglądał się malowidłu. Za każdym razem dostrzegał na nim kolejne detale, których nie spostrzegł za poprzednim. Zdawało mu się, iż co noc ktoś pracuje nad nim domalowując maleńkie poprawki, których nikt nie zaważa, albo, że obraz ten żyje własnym życiem, gdy mu się chce zmienia się kolory stają się wyraziste, a innym razem szarzeją… Rozejrzał się. Nadal nikogo niema. Ciotka się szykuje, a wujek pojechał po jego siostrę… Gdyby tylko mógł jej pomóc… W końcu ona nie była niczemu winna, ale oni stwierdzili, że musi im płacić za mieszkanie dla mnie. Była starsza, zaledwie o rok, a jednak czuła odpowiedzialność. Gdyby miał w tej sprawie możliwość głosu na pewno by ją powstrzymał. Byłem złym bratem i synem, ale gdyby bóg dał mi kolejną szansę na pewno bym to naprawił. Nie, nie mam już na to szans!- pomyślał- Mogę się smażyć w piekle, ale zemszczę się i odzyskam siostrę. Zabije go! On zasługuje na śmierć! Zabiję go i zniszczę ten jego zakichany gang! Nie ważne, jakimi metodami! Nie ważne, jaka spotka mnie kara!
-Nie leń się!- wrzasnęła ciotka- Goście przychodzą!
Poszedł, więc otworzyć drzwi i ze sztucznym uśmiechem na ustach wskazał drogę do jadalni, co niebyło konieczne, bo bywali tu, co wieczór. Stał się chłopcem na posyłki. Roznosił drinki, wycierał rozlane napoję i sprzątał po gościach ze słabą głową i żołądkiem. W pewnym momencie impreza przechodziła faz krytyczną, albowiem już po dwóch godzinach skończył się alkohol, a wujek, który przy okazji miał przywieść zapas jeszcze nie wrócił.
-Skocz po coś do sklepu!- poleciła chłopcu ciotka.
-Mam trzynaście lat. Nikt o zdrowych zmysłach nie sprzeda mi alkoholu- stwierdził spokojnie.
Na szczęście nie było, po co zaczynać kłótni, gdyż wujek wrócił w raz z kilkoma dość specyficznie ubranymi kobietami. Młodzieniec chciał do nich podejść niestety był rozchwytywany przez niezadowolonych ludzi domagających się napoi alkoholowych i jeszcze bóg wie, czego. Kilku mężczyzn złożyło mu nawet nieprzyzwoite propozycję, na które oczywiście odpowiedział stanowczym nie. Gdy wreszcie znalazł odrobinę czasu, aby odetchnąć zauważył, iż wszystkie skąpo ubrane kobiety zniknęły.
-Gdzie ona jest?- zapytał wujka.
-Jak to gdzie obsługuje klienta. Powiedziałem jej, że jak dobrze się spisze będzie mogła się z tobą zobaczyć.
Już o nic nie pytając jak najszybciej wbiegł po schodach na piętro. Otworzywszy drzwi do sypialni zastał zupełnie nieznaną mu parę w dwuznacznej sytuacji.
-Najmocniej przepraszam- zawołał, po czym pobiegł dalej.
Kilka minut później znalazł swoją siostrę, ku jego zdziwieniu była sama. Siedziała ona na łóżku, płakała. Kochający brat podszedł do niej i objął ją swoim ramieniem.
-Lepiej stąd wyjdź! On zaraz wróci!- załkała.
-I, co z tego?- zapytał- Chyba nie pozwolisz od tak sobie…
-Idź stąd, jeżeli nie będę tego robiła oni nas zabiją! Oni zabili rodziców!
-Rodzice zginęli w wypadku- przypomniał jej.
-Tata jest oficjalna wersja. To był wypadek, ale nie do końca…
-Nie rozumiem- przyznał.
Usłyszeli kroki.
-Idź stąd!- ponagliła go.
-Ale…
-Uwierz mi! Nie chcesz tu być!
Nienawidzę ich!- myślał.
Rzucił się na swoje łóżko, gdy zasypiał usłyszał głos dochodzący z najciemniejszego zakamarka pokoju. Podszedł tam, ale nie znalazł nic interesującego. Nagle przystaną i zrozumiał.
Ten głos dochodził z jego wnętrza…

Czasami zło przychodzi pod maską dob­ra, lecz je­go praw­dzi­wym ce­lem jest szerze­nie zła. 

A przypadków, w których zasada jest odwrotna jest równie wiele.


    Niecałe trzy kilometry dalej zakapturzona postać, delikatnie kołysząc biodrami, sunęła w stronę najlepszego w mieście, pięciogwiazdkowego hotelu. Gdyby tylko chciała mogłaby się tam zatrzymać- na tydzień, może nawet na miesiąc. Było ją na to stać- często za jedno zlecenie dostawała więcej niż przeciętny śmiertelnik zarabiał w ciągu roku. Mimo to nie afiszowała się ze swoimi zarobkami. Nawet jej brat- bliźniak nie wiedział o pokaźnej sumce na jej koncie.
Dzisiaj jej celem był rosyjski magnat gazowy- Wladimir Antijew. Nie obchodziło ją, dlaczego ktoś chciał go zlikwidować- właśnie to cenili w niej zleceniodawcy. Drugą pożądaną przez nich cechą był jej profesjonalizm- załatwiała ludzi szybko i nie zostawiała śladów.
Weszła do hotelu tylnym wejściem przeznaczonym dla pracowników, po czym rozglądnęła się po korytarzu. Czysto. Zdjęła kaptur, odsłaniając swoje ogniście rude upięte w kok włosy i szybko przebrała się w hotelowy uniform pokojówki. Przejrzała się w metalowych drzwiach, najprawdopodobniej prowadzących do kuchni, uśmiechając się do siebie.
- Jak zwykle zabójczo piękna- stwierdziła poprawiając grzywkę.
Przemykając korytarzem jedynie w towarzystwie stukotu swoich obcasów dotarła do windy. Kiedy drzwi rozsunęły się, spostrzegła w środku wysokiego ciemnowłosego mężczyznę w czarnym płaszczu. Wydawał jej się dziwnie znajomy... Już go dzisiaj widziała! Wtedy przed szkołą, gdy ubiegała się o posadę nauczycielki, stał przed ogrodzeniem. Wciąż miał ten sam melancholijny wyraz twarzy.
Niespeszona towarzystwem znajomego-nieznajomego weszła nąszalskim krokiem do windy, po czym nacisnęła przycisk czwartego pietra.
Kurczę, gdyby spotkała go w innych okolicznościach mogłaby z nim porozmawiać, może nawet sprawić, że na jego twarzy pojawiłby się uśmiech. Z uśmiechem musiał wyglądać zabójczo.... Ale nic z tego. Była teraz w pracy i nie mogła się rozpraszać.
- Coś nie tak, droga pani?- zapytał brunet czując na sobie spojrzenie rudowłosej.
- Nic takiego. Po prostu zrobiło mi się gorąco...
- Klaustrofobia?
- Nie, to raczej cos innego- przyznała uśmiechając się dwuznacznie. Czwarte piętro. Czas iść.
Szczęście jej nie opuszczało. Korytarz na tym piętrze również był pusty. Zdobytym wraz z uniformem kluczem otworzyła drzwi pokoju 512. Wraz z przestąpieniem progu uderzyła ja mieszanina zapachu drogiego tytoniu i wódki. Ach, ci Rosjanie, zawsze znajdą okazje by wypić.
Wladimir Antijew spał obejmując zgrabną, młoda blondynkę. Wyglądała na dziwkę. Bo jaka kobieta zgodziłaby się oddać staremu, obleśnemu, a na dodatek łysiejącemu Rosjaninowi z nadwagą? Biedaczka... Zbudzi się jutro w obrośniętych tłuszczem, zimnych ramionach trupa.
Pokojówka bezszelestnie podeszła do ogromnego łoża i wyjęła wpiętą w koka szpilkę. Jej ogniste włosy spłynęły miękką kaskadą na ramiona.
- Dobranoc, panie Antijew- wyszeptała z uśmiechem wbijając szpilkę w kark między kręgi mężczyzny. Błyskawiczna i bezbolesna śmierć, za którą wpłynie na jej konto kolejna okrągła sumka. Słodko...
***
    Sebastian po raz kolejny widząc rudowłosą właścicielkę rzędu idealnie białych i równych wyszczerzonych w uśmiechu zębów był już bliski rozwiązania zagadki jej osoby. gdyby tylko wiedział gdzie i kiedy ostatnio widział te charakterystycznie zielone oczy?
Wracając z powrotem do hotelu jego głowę zaprzątały jednak inne myśli. Znalazł kandydata na swojego nowego pana. Co prawda nie dorównywał on Cielowi, jednak pragnienie zemsty i nienawiść przepełniające jego duszę czyniły go idealnym kandydatem do zawarcia kontraktu. Demon nie mógł się juz doczekać.


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

KUROSHITSUJI cz13

środa, 11 lipca 2012 22:22

Dużo się zdażyło od poprzedniego wpisu. Nawiązałam współpracę z Czerwonym kotem i w jej imieniu zapraszam was na; rozwazna-i-romantyczny.blogspot.com

KUROSHITSUJI

 

CZĘŚĆ 13

 

Pa­mięć jest straszli­wa. Człowiek może o czymś za­pom­nieć - ona nie. Po pros­tu odkłada rzeczy do od­po­wied­nich przegródek. Przecho­wuje dla ciebie różne spra­wy al­bo je przed tobą skry­wa - i kiedy chce, to ci to przy­pomi­na. Wy­daje ci się, że jes­teś pa­nem swo­jej pa­mięci, ale to od­wrot­nie - pa­mięć jest twoim panem.

Chłopak siedział w ogromnej jadalni, przy niewyobrażalnie długim stole. Zwykle bywało tu dość gwarno, ale nie o tej porze. Spojrzał w sufit i zobaczył wspaniałe malowidła. Przedstawiały one scenę biblijną. Ze starego testamentu? Nie, to chyba Apokalipsa- pomyślał. Mieszkał w tym domu już od ponad dwóch miesięcy, odkąd jego rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Gdy o tym myślał dostawał ciarek. Zwłaszcza, że mówienie o swoim prywatnym życiu nie było jego mocną stroną. Uparcie jednak twierdził, iż rodzice sobie na to zasłużyli. Trzeba było nie jeździć po alkoholu. Gdyby mógł wykasować wszystkie wspomnienia związane ze swoją przeszłością… Te o rodzicach, o siostrze… Gdyby mogły od tak sobie zniknąć z jego pamięci… Może mógłby zacząć żyć od początku, od zera, od tego momentu! Nagle poczuł powiew wiatru. To ciotka otworzyła drzwi. Kobieta podeszła do stołu i wyczerpana po całonocnej imprezie opadła na krzesło najbliżej drzwi. Po chwili do pomieszczenia wparował kucharz, którego zatrudnili na pełen etat. Niósł on w ręku dwie srebrne tacę, jedną z nich z wykwintną zawartością położył przed panią domu drugą zaś zaraz obok niej. Chłopak wcześniej nie dostrzegł wcześniej, iż trzyma on także niewielki talerzyk. Facet w fartuchu podszedł do niego i podsunął mu pod nos dwie kromki chleba posmarowane białym serkiem, na którym znajdował się plasterek pomidora.

-Dziękuję- powiedział, czym wyraźnie zaskoczył mężczyznę.

Niedługo potem do obszernej jadalni dziarskim krokiem wkroczył wujek.

-I jak ci się podoba twój nowy dom?- zapytał.

Chłopak uśmiechnął się ironicznie.

-Skąd wziąłeś na to kasę? Narkotyki? Mafia? A może twoje dziwki dla ciebie zarobiły?- odparł bezczelnie.

-Jak ty się do mnie zwracasz, gnojku!

-Powinieneś być nam wdzięczny, za wszystko, co dla ciebie robimy!- wtrąciła się ciotka.

-Za, co niby mam być wam wdzięczny? Może za to, że zrobiłeś z mojej siostry prostytutkę?! A może za to, że robicie sobie łaskę i pozwalacie mi sprzątać w waszym domu! Pieprzcie się z taką wdzięcznością!- zdenerwował się i przypadkowo zrzucił szklankę stojącą na blacie, a jej zawartość rozlała się na podłogę.

Nikt jednak nie zwrócił szczególnej uwagi na to zdarzenie, woleli oni kontynuować konwersację.

-Gdyby nie my wylądowałbyś pod mostem!- uniosła się kobieta.

Rozwścieczona całą sytuacją podeszła do chłopaka i uderzyła go w twarz. Chwilę potem opanowała się i w podłym nastroju opuściła pokuj zostawiając nawet nietknięte danie na stole.

-I widzisz, co narobiłeś idioto?!- kontynuował mężczyzna- Chcesz jeszcze kiedyś zobaczyć siostrę? Musisz lepiej się postarać! A teraz posprzątaj to, co zepsułeś i wróć do swojego pokoju! Wiesz, będziesz musiał zapłacić za szkody?

-Niby, z czego?!- mruknął do siebie.

-Możesz mi odpłacić swoim ciałem…-zaczął- Mam zapotrzebowanie na męskie dziwki.

-Chyba żartujesz?!- spojrzał na mężczyznę, który nie wyglądał na skorego do żartów.

-No cóż, przyda nam się pomoc domowa- uśmiechnął się- Dziś jest przyjęcie! Mógłbyś usługiwać gościom.

-Co masz na myśli mówiąc „usługiwać”?

-Nic nieprzyzwoitego! Mówię o sprawach typu „Przynieś to, przynieś tamto!” Może, jeśli ci się poszczęści uda ci się porozmawiać z siostrą.

-Ona tu będzie?- zdziwił się.

-W sprawach służbowych. Z kilkoma koleżankami- zaśmiał się, zadowolony ze swojego doboru słów.

-Nienawidzę cię!

-Dobrze, bo ja ciebie też! Tylko nie zapomnij posprzątać!

Po wyjściu mężczyzny uderzył pięścią w stół, następnie zajął się wykonywaniem polecenia…

Przez noc dro­ga do świ­tania -

Przez wątpienie do poz­na­nia -

Przez błądze­nie do mądrości -

Przez śmierć do nieśmiertelności.

 

Sebastian zaczął przyzwyczajać się do gwarnego miasta, a nawet wtopić się w nie. Nie był już rzucającym się w oczy dziwakiem w wiktoriańskim fraku. Pozostał jednak wierny mrocznej elegancji- czarna marynarka i starannie wyprasowana biała koszula sprawiały, że mijane kobiety niemal pożerały go wzrokiem.

Spacerując parkową aleją zauważył jak wiele zmieniło sie od śmierci Ciela. Minęły zaledwie trzy miesiące. Przez ten czas Sebastian nie był od nikogo zależny. Zabawne, ale ta "wolność" ciążyła mu jak kula u nogi. A może tu nie chodziło o wolność? Może najzwyczajniej tęsknił za swoim paniczem?

Przechodząc obok szkoły, w której przez kilka tygodni uczył się Ciel, to dziwne uczucie zaczęło przytłaczać demona. Musiał znaleźć nowego pana. Nie chciał juz czuć się jak bezdomny pies.

Opierając się o szkolne ogrodzenie, usłyszał dochodzący z pierwszego piętra pisk.

- Dziękuję, dziękuję, dziękuję!- krzyk dochodził z gabinetu dyrektora. Chwilę później przed szkołą pojawiła się właścicielka piskliwego głosu. Była nienaturalnie uśmiechniętą, wręcz wyszczerzoną, rudą kobietą o zniewalająco długich nogach. Gdyby nie ten psychopatyczny uśmiech na twarzy, mogłaby sie podobać.

-Uśmiechnij się, przystojniaku! Świat jest wspaniały!- krzyknęła do Sebastiana widząc jego smutna minę, po czym przeskoczyła przez ogrodzenie i czmychnęła w stronę centrum.

- Skądś znam ten sposób bycia- szepnął do siebie demon. Mimowolnie odwrócił się, by przyjrzeć się kobiecie. Falujące na wietrze ogniste włosy i lekki nonszalancki chód. Dziwnie znajome....

***

- Braciszku, braciszku! Znalazłam pracę!- krzyknęła piskliwie od progu uśmiechnięta Kitty.

- A sorbet kupiłaś?- zapytał blondyn grający na konsoli w jakąś strzelankę. Brat- bliźniak wiedział jak skutecznie zepsuć jej humor. Czasem nie wierzyła, że naprawdę są rodzeństwem.

- No wiesz?!- pisnęła kobieta zabierając bratu kontroler.- Nic nie robisz, grasz na nie-swojej konsoli w nie-swoje gry i jeszcze oczekujesz, ze kupie ci sorbet?!

- No tak- przyznał z głupkowatym uśmiechem Micky, po czym przytulił siostrę. Był to jego sprawdzony sposób na uspokojenie jej. Poza tym Kitty w żelaznym uścisku brata nie mogła go uderzyć.- Jesteś dla mnie taka dobra...

- Ty za to jesteś jak wrzód na tyłku- stwierdziła z rezygnacją rudowłosa


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Kuroshitsuji cz12 END

czwartek, 05 lipca 2012 14:02

KUROSHITSUJI

 

CZĘŚĆ 12

 

Słowo "nie" pot­ra­fi bar­dziej zra­nić niż nóż wbi­ty w plecy...
Słowo "nie" moc­niej du­si niż szu­bieni­ca samobójcy...
Słowo "nie" i każda od­mo­wa w ważnej dla nas spra­wie ra­ni i po­zos­ta­wia nieuleczalną bliznę w naszym życiowym pa­miętni­ku ja­kim jest nasz włas­ny umysł i nasze wspomnienia... 

 

Ciela obudził głośny huk. Chwilę później do jego komnaty wbiegł Sebastian i w błyskawicznym tempie ubrał swojego pana i równie szybko wybiegł na zewnątrz niosąc go w ramionach.

-Sebastianie! Co się stało?

Lokaj biegł co sił w nogach, aż dotarli do miejsca zamieszania.

-Paniczu, proszę dla swojego bezpieczeństwa trzymać się z daleka- polecił mu.

Naprzeciw nim stanęło kilkunastu dość barczystych mężczyzn na których czele stanął tata Melanii.

-To znowu wy!- wrzasnął-Moja córka już nie żyję, ten dom jest mój! Wynoście się stąd!

-Odzyskaj ją!- nakazał kamerdynerowi hrabia.

Skinął głową i powalając kilku osiłków sztućcami podniósł bezwładne ciało dziewczyny. Delikatnie położył je u stóp młodego arystokraty i czekał na dalsze instrukcje. Chłopak pochylił się nad nią i pogładził jej miękkie brąz włosy. W ogóle nie przypominała Lizy, oprócz oczu, one były identyczne.

Powstał i zwrócił się do służącego.

-Zabij ich wszystkich!

Lider grupy jedynie zaśmiał się.

-Słyszeliście?! Ten mały włóczęga kazał swojemu ojcu nas zabić, szkoda tylko, że to nie osiągalne.

Wszyscy napastnicy wymierzyli w nich bronią palną, ale między nimi stanęła wysoka zgrabna kobieta.

-Cóż, widzę iż nie trzymacie się umowy. Mówiłeś, że nic jej nie zrobisz!- wrzeszczała blondynka.

Mama Melanii? Nie!

-Lizy?!- spojrzał na nią Ciel.

Nie była już tą małą słodką dziewczynką, jaką pamiętał, ale stanowczą silną kobietą.

-A ty…- zaczęła patrząc na niego- Obiecałeś, że ją obronisz! W tym momencie nasze rody umrą Ciel, nic z nas nie zostanie… Nikt, kto mógłby o nas pamiętać!

Postać rozpłynęła się w powietrzu.

-Nie słyszałeś rozkazu?- zapytał hrabia- Zabij ich!

Lokaj bez słowa wyjął z paska kilka widelców i ruszył do akcji. Mężczyźni próbowali zastrzelić nadchodzącego demona, ale ich bronie odmówiły posłuszeństwa.

-Dziękuje Lizy- szepnął Ciel wiedząc, iż to jej sprawka.

Korzystając z okazji, że kamerdyner zajęty był walką uklęknął obok ciała przyjaciółki. Dziewczyna wciąż miała otwarte oczy, umierała powoli…

-Pamiętasz?- zaczął arystokrata- Kiedyś powiedziałem, że wyjawię ci, kogo pragnąłem chronić. To byłaś ty!

-Ciel- wyszeptała.

-Pragnę cię o coś prosić- skinęła głową- Proszę, pokochaj mnie… Pokochaj mnie i odwzajemnij moje uczucia.

-Nie mogę…- powoli zamykała oczy.

-Proszę- powtórzył się.

Mimo odmowy nie mógł się powstrzymać i przyciskając do siebie zwłoki Melanii złożył pocałunek na jej zimnych ustach. Cały ten czas padał deszcz i nikt nie zauważył, iż z oczu arystokraty spływają strumienie łez, on również nie dał tego po sobie ukazać…

Sebastian zakończył misję i przykucnął u boku swego pana, kładąc mu rękę na ramieniu, tak jak ona niedawno, gdy stali nad grobem jego rodziców.

-Sebastianie, zabij mnie!- poprosił.

-Wybacz paniczu, ale…

Chłopiec zdjął opaskę.

-Zabij mnie to rozkaz!- tym razem jego głos unosił się echem dokoła posiadłości.

-Yes, my lord.

Lokaj zdjął rękawiczkę. Wystarczyła sekunda by jego zimna nie czuła dłoń przebiła jego martwe już serce. Umarł, umarł z osobą, którą kochał. Może jest szansa, że nie straci jej na zawszę…

Sebastian wpatrywał się we wschód słońca i powoli zlizywał krew ze swej dłoni, a jednak była czysta. To nie była krew demona. To krew człowieka.

Spojrzał na siedzące obok siebie dwa gołębie.

-Dziwne- powiedział do siebie- Celem miał być ten kruk. Czyżby twoje pragnienie bliskości z tą osobą było, aż tak wielkie, by przeciwstawić się mojemu postanowieniu, paniczu?

W tym momencie gołębie zerwały się z gałęzi i poszybowały prosto do nieba…

 

Zostały tylko puste słowa, te wypowiedziane i te nie…

A słowa, których dziewczyna nie zdołała wypowiedzieć brzmiały:

-Nie mogę cię pokochać, bo ja już cię kocham…

...

 

 

  Ale, pytanie brzmi:

Co dalej?

Jakieś propozycję...

?


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Ouran High School Host Club AMV

czwartek, 05 lipca 2012 13:54


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kuroshitsuji cz11

środa, 04 lipca 2012 13:25

KUROSHITSUJI

 

 

CZĘŚĆ 11

 

Życie człowieka można zniszczyć na wiele rożnych spo­sobów. Lecz do naj­bo­leśniej­szych można za­liczyć wbi­cie noża w ple­cy, sy­tuac­je kiedy przy­jaciel oka­zuje się wrogiem. 

 

Kolejne dni nie były już tak kolorowe. Cielowi spodobał się współczesny świat i pierwszy raz od śmierci rodziców poczuł się jak dziecko. Niestety trwało to bardzo krótko, bo od razu po powrocie do domu powitał go kurator.

-Dzień dobry- ukłonił się mężczyzna.

-Witam- powiedział Ciel, a Melania skinęła głową.

-Ostatnim razem nie skończyliśmy rozmowy z powodów służbowych. Miałem mały problem z…, a zresztą nie ważne. Słyszałem, że ostatnio wdałeś się w przepychankę z kolegą.

-To nic takiego.

-Mam nadzieję, że rozumiesz, iż takie postępowanie jest nieodpowiednie. Jeżeli będziesz sprawiał kłopoty wychowawcze dozór kuratora może nie wystarczyć.

-Oczywiście, że rozumiem. Coś takiego już nigdy się nie powtórzy.

-Mam taką nadzieję, cholera- kolejny raz ich rozmowę przerwał dzwoniący telefon kuratora- Znów mam problem z… Dowidzenia!

Mężczyzna wybiegł z domu co sił w nogach i odjechał z podjazdu, że, aż się za nim kurzyło.

-Ciekawe z czym miał ten swój wielki problem?- zainteresowała się dziewczyna.

-Nie mam pojęcie, ale biorąc pod uwagę to w jaki sposób opuścił nasz dom to musiało być coś ważnego- podsumował hrabia.

-Nasz dom?- zachichotała.

-Tak mi się wymsknęło, proszę o wybaczenie!- powrócił stary dobry Ciel.

Tej nocy żadne z nich nie mogło zasnąć, dręczyły ich koszmary, gdy tylko zamykali oczy widzieli straszne obrazy. Dla Mel najstraszniejszy był widok swojej matki z przerażoną miną w zachlapanym krwią ubraniu stojącą nad wielką kałużą krwi. Pochylała się nad czyimś ciałem, a łzy płynęły jej z oczu. Może to jej babcia? Może to mama pierwsza ją znalazła? A może ona wiedziała o tym co zrobił ojciec? Ale, czemu o tym nikomu nie powiedziała?

Wstała z łóżka i podeszła do okna, szybkim ruchem ręki odsłoniła zasłony i otworzyła je na oścież. Zimne powietrze muskało jej policzki, a księżyc oświetlił jej twarz. Wtem zauważyła dziwny ruch w krzakach. Najpierw pomyślała, że to może jakieś zwierzę. Ale jakby się tam dostało? Brama była zamknięta.

-Ktoś ją otworzył?!- szepnęła do siebie.

Natychmiast złapała wiszący na krześle sweter i zakładając go w biegu wyszła na zewnątrz. Obeszła rezydencję dokoła i niczego, ani nikogo nie zobaczyła. Dziewczyna pomyślała już, że jej się zdawało, ale zza krzaka wyskoczyła ubrana na czarno postać. Chwyciła Melanię od tyłu i dołożyła jej nuż do gardła.

-Lepiej nie krzycz, bo obudzisz swojego kolegę i nim również będziemy musieli się zająć.

Melania rozpoznałaby ten głos wszędzie, był zarazem miękki i stanowczy.

-Nel? Ale dlaczego?- w oczach dziewczyny pojawiły się łzy.

-Wiesz, tak naprawdę nigdy cię nie lubiłam!- przyznała- Ale mój ojciec kazał mi się z tobą zakolegować. Zdobyć zaufanie. Na wypadek gdyby plan jego szefa nie wypalił.

-Jego szefa? Chodzi ci o mojego ojca? O tego mordercę! Dlaczego twój ojciec cię w to miesza?- zapytała z wściekłością.

-Gdybym nie chciała nie robiła bym tego- zaśmiała się- I wiesz co to ja wycięłam twojej babci wszystkie organy. Wtedy jeszcze żyła, a ty zaraz się dowiesz jak to jest tak cierpieć?

Napastniczka dla zabawy przejechała nożem po brzuchu ofiary nie wyrządzając jej krzywdy. Mel wykorzystała tę okazję i odtrącając jej rękę wyrwała się z uścisku. Zrobiła kilka kroków do przodu. Mogła uciec, ale jednak tego nie zrobiła. Stała jak wryta i patrzyła w przestrzeń. Była jak sparaliżowana. Napastniczka również nie ruszyła się z miejsca. Melania powoli odwróciła się w jej stronę. Tamta z uśmiechem na twarzy wyciągnęła pistolet i celując w brzuch dziewczyny wypowiedziała ostatnie skierowane do niej słowa:

-Żegnaj. Nie bój się, nie będę żałować!

Dokoła dało się słyszeć echo wystrzału. Poraniona dziewczyna złapała się za ranę i padła na mokrą od deszczu ziemię. Nawet nie zauważyła kiedy zaczęło padać. Zrezygnowana obróciła głowę i zobaczyła ją…

-Mamo?!

Stała jak w jej śnie, zbryzgana krwią własnej córki, pochylała się nas jej ciałem…

 

TO JESZCZE NIE KONIEC.

ZOSTAŃCIE ZE MNĄ!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

La Corda D’Oro AMV

środa, 04 lipca 2012 13:15


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Kuroshitsuji cz10

wtorek, 03 lipca 2012 21:11

OSTRZEŻENIE: Najgorszy zapychacz wszech czasów!

 

KUROSHITSUJI

 

CZĘŚĆ 10

 

Ten dzień również nie zapowiadał się ciekawie, hrabia nie pozwolił dziewczynie na wyjawienie prawdy Nel (ta z wczoraj) Była w kropce. Co miała zrobić? Co jej powiedzieć? Była zdenerwowana nie tylko z tego powodu. Jej ojciec. Nie! Ten morderca wracał dzisiaj do domu. Mieli czekać, aż ją zaatakuje. Bała się, ale nie śmierci tylko bólu. A co jeśli jej organy również sprzeda, za duże pieniądze? Czy Ciel go powstrzyma? Nie, niby czemu miałby to robić. Na co m jej martwe organy. Zebrało jej się na wymioty. Szybko zaczęła myśleć o czym innym, ale nie miał zbyt kolorowych tematów. Dopiero wtedy zrozumiała jakie jej życie było proste i bezbarwne zanim pojawili się oni, teraz jest o wiele weselej. Po raz pierwszy od dawna Mel cieszyła się na powrót do domu, gdzie nie czuła się samotna.

Tak, była bardzo szczęśliwa, szkoda, że sama o tym nie wiedziała…

-Mel, obiecałaś, że…

-Tylko nie Mel. Ok.? Na razie nie mogę ci o niczym powiedzieć, ale jestem pewna, że już niedługo…

-Znowu to robisz! Obiecujesz mi coś, a później nie dotrzymujesz słowa! Melanii, ja już sama nie wiem… Czy ja mogę ci ufać?

-Jaa…- jąkała się- Nie Nel, nie możesz mi ufać!

 

Na lekcji wf- u znowu grali w koszykówkę. Młodemu paniczowi szło coraz lepiej, raz nawet odebrał piłkę Michaelowi, który z wściekłością powalił go później na ziemię. Łatwo się domyślić, że po krótkiej chwili wszczęła się między nimi szarpanina. Dziewczyna nadal nie wiedziała co zaszło między nimi podczas gdy ona straciła przytomność, szczerze mówiąc wcale jej to nie obchodziło. Nauczycielowi po jakimś czasie udało się ich rozdzielić, obaj wyglądali fatalnie. Koszykarz miał rozdartą koszulę i podbite oko, a Ciel przeciętą wargę. Bójka zakończyła się równo z dzwonkiem. Mel znudzona oglądaniem meczu prawie że zasnęła. Spojrzała w stronę przyjaciela i spostrzegła, iż rozmawia z nim Alicja.

-Pozwól, że usunę tą krew- powiedziała Ali.

-Naprawdę nie ma takiej potrzeby…

Nie zważając na protesty chłopaka dziewczyna zlizała cieknącą krew z jego wargi i rumieniąc się uciekła do szatni pochwalić się swoim wyczynem koleżankom.

Zszokowany arystokrata już przebrany usiadł na trybunach obok Melanii.

-Gratuluję, mówiłam, że następnym razem będzie lepiej- ucieszyła się.

-Dziękuję, ja…

Podbiegła do nich cała w skowronkach wielbicielka Ciela.

-Wybieramy się dziś całą paczką do lunaparku- oświadczyła- Masz ochotę iść?

-Przykro mi, ale…- próbował się wykręcić.

-Z chęcią przyjdziemy- odpowiedziała za niego Mel.

Wielbicielka niechętnie przystała na tę propozycję. Nie miała w planach zaproszenia jej, ale skoro wtedy jej idol przyjdzie, to może się poświęcić.

 

Od razu po szkole wszyscy ruszyli w stronę wesołego miasteczka. Wśród zaproszonych byli również Michael i jego banda, zdawało się że próbowali unikać Ciela.

-Dlaczego podejmujesz za mnie decyzję?- zapytał.

-Mówiłeś, że jako demon nie możesz mieć przyjaciół, ani się zakochać. Dzisiaj zrobimy wyjątek i odejdziemy od tej reguły. Zobaczysz, będzie fajnie- spojrzała na chuliganów- Ten kto ma przyjaciół, ma równie wielu wrogów.

Na samym wstępie Alicja chciała zaciągnąć hrabię do tunelu miłości jednak Mel udało się go uratować wmawiając jego wielbicielce, iż ma on chorobę lokomocyjną i gdy tylko stanie na jakiejkolwiek karuzeli zbiera mu się na wymioty. Wysłali ich więc po tabletki, bo zrozpaczona Alicja nie mogła sobie odpuścić tego przejazdu.

Zamiast do sklepu Mel zaprowadziła chłopaka przed dość niebezpiecznie wyglądającą karuzelę.

-Wymiękasz?- zapytała.

Z lekkim przerażeniem spojrzał na atrakcję. Najszybsze czym jeździł to powóz konny, ale jednak nie chciał przy niej okazywać strachu zwłaszcza z takiej błahostki…

Gdy zeszli z karuzeli i wrócili do znajomy nie przywitano ich zbyt miło.

-Wyglądasz gorzej niż wcześniej- słusznie skomentował Michael.

-Chciałem wypróbować, czy tabletki działają, ale zdaje się, że jedna to trochę za mało…

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

shugo chara AMV (To anime o jajkach)

wtorek, 03 lipca 2012 21:06


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kuroshitsuji cz9

poniedziałek, 02 lipca 2012 14:39

KUROSHITSUJI

 

CZĘŚĆ 9

 

 

 

Następnego dnia Melania i Ciel raczyli się pojawić w szkolę. Dziewczyna zajęła swoje stałe miejsce u boku Alicji i dała się ponieść marzeniom, z zamyślenia wyrwała ją jednak koleżanka, która zapytała czy nie obrazi się jak usiądzie dzisiaj koło tego nowego. Skinęła głową i przesiadła się do ostatniej ławki, która stała zazwyczaj pusta, gdyż jej właścicielce nie chciał się chodzić do szkoły. Dziś było inaczej i Mel zastała przyjaciółkę. Uśmiechnęła się do niej, po czym rozpoczęła konwersację:

-Dawno się nie widziałyśmy! Dlaczego mnie unikasz?- zapytała Melania.

-Droga Mel, trochę mi głupio. W końcu ta łazienka to był mój pomysł, a ty mi tylko pomogłaś, ale nie wydałaś mnie! Dlaczego?

-Masz o to do mnie pretensję?

-Oczywiście, że nie! Przepraszam, przez te nasze wymysły dostałaś kuratora!

-To nic takiego, poza tym, odpłacę ci się za jakiś czas…

Dziewczyny przegadałyby całą lekcję, ale do ich biurka doszła nauczycielka i rzucając książką w blat zapytała Mel:

-Kolejna ambitna riposta?

-Oczywiście pani profesor, tym razem poszło o…

-Nie chcę o tym słuchać, natychmiast do dyrektora!- wrzasnęła.

-Nie ma się o co gorączkować- wstała z miejsca i ruszyła ku drzwiom, w przejściu przystanęła- Wygląda pani zniewalająco gdy się pani denerwuje.

Fala śmiechu przeniknęła przez klasę, a nauczycielka czerwona ze złości próbowała kontynuować lekcję.

Ciel znużony leżał na szkolnej ławce. Była przerwa i podeszło do niego kilku znajomych na czele z Michaelem. Przywódca posłał mu złowrogi uśmiech i przysiadł obok.

-Nudzisz się, co?- zapytał, ale arystokrata nie zareagował- Może będzie ciekawiej jak weźmiesz prysznic w kiblu? Sam pomogę ci zmieścić tam łeb!

-O co ci chodzi?- odpowiedział pytaniem na pytanie.

-Nie rozumiesz cioto? Lepiej jak ci pokażę!

Napastnik wyciągnął pięść, którą złapała osoba znajdująca się za nim. Gwałtownie odwrócił się i chciał zaatakować, ale spostrzegł, że człowiekiem tym jest Mel.

-Co ty robisz?- zapytała go.

-Nic takiego słonko. Pokazuję temu pedałowi gdzie jego miejsce. Nie martw się, nie będzie już mieszał między nami!

-Ile razy mam ci powtarzać? Między mną i Cielem nic nie ma, a między nami tym bardziej!- zamachnęła się by uderzyć chłopaka, ale ten po raz kolejny przygwoździł ją do ściany.

-Mówiłem ci już, że cię chcę, a ja zawsze mam to czego pragnę!- roześmiał się.

Nachylił się do pocałunku, wtem Ciel wstał i podszedł do nich.

-Nie jesteś jej wart- powiedział.

-Przymknij się ty mały gnomie- powiedział jeden z napastników i oddał cios w brzuch. Zaskoczony hrabia upadł.

-Przestań!- rozkazała Melania Michaelowi- Nie mieszaj w to moich przyjaciół!

-Pieprzysz! Nazywaj rzeczy po imieniu. Nie mieszaj w to ludzi na których mi zależy- poprawił ją kapitan drużyny koszykarskiej- po czym pocałował ją po raz kolejny, oczywiście nie odwzajemniła pieszczoty.

Po długich staraniach udało jej się wyrwać i z całych sił zdzielić chłopaka pięścią.

-Kurwa! Ile ty masz siły?

Następnie podeszła do zbolałego arystokraty i podała mu dłoń. Niespodziewanie poczuła piekielny ból w czaszce, zdaje się, że zemdlała…

 

Obudziła się na kwiecistej łące, nie wiedząc gdzie jest. Nadal odczuwała ból, spontanicznie złapała się w miejsce z którego się wydobywał, poczuła coś mokrego…

-Krew!- powiedział do siebie, patrząc na pokrwawioną dłoń.

-Nic ci nie będzie!- odezwał się Ciel.

Na jego twarzy rysowała się wściekłość. W końcu ktoś ruszył jego rzecz! Ktoś ją skrzywdził! Nie mógł temu komuś darować!

-A tobie nic nie jest?

To było kolejne pytanie, które go zaintrygowała. Kto myśli o innych w takiej sytuacji. Teraz już na pewno wiedział, że była krewną Lizy. Obie były nienormalne, na swój uroczy sposób i to podobieństwo bardzo spodobało się hrabiemu.

-Nie musisz się o mnie martwić- stwierdził.

-To, że jesteś demonem, nie znaczy, że nie czujesz! Poza tym twoja twarz w tym momencie nie wygląda najlepiej.

-Mógłbym stwierdzić to samo.

-W każdym bądź razie, dziękuję!- roześmiała się.

-Nie potrafię cię zrozumieć. O mało co nie zginęłaś! Co cię tak bawi?

-Ten styl do ciebie nie pasuję. Dziwnie z tobą rozmawiać, gdy jesteś umorusany krwią.

-Wracajmy- zaproponował- Sebastian zaraz to usunie.

Dziewczyna kiwnęła głową i ruszyła za przyjacielem…

 

Gdy dotarli do rezydencji Sebastiana jeszcze nie było. Wczoraj skończyło im się jedzenie więc Mel wysłała go po parę składników. Dziewczyna weszła do kuchni i nalewając do miski letniej wody, podeszła do chłopca.

-Zanim Sebastian wróci miną wieki. Oby tym razem policja go nie złapała- umyła delikatnie twarz kolegi, po czym przetarła ją jeszcze wacikiem.

Na twarzy Ciela wymalowany był grymas bólu.

-Co to?

-To tylko woda utleniona- powiedziała po czym sama udała się wziąć długą kąpiel i zmienić swój oszpecony krwią strój.

Po chwili do domu wszedł Sebastian, zostawiając zakupy na blacie w kuchni zabrał się za przygotowywanie obiadu jednak ujrzawszy swego pana w tak złym stanie przerwał wszystkie czynności i doprowadził go do porządku.

-Halo jest tu kto?!- dało się słyszeć wołanie z holu.

-Sprawdź kto to?- zwrócił się do sługi.

Jednak nie było takiej potrzeby. Niespodziewany gość sam wprosił się do salonu i stanął jak wryty na widok obu mężczyzn. Gościem tym była dziewczyna z którą Mel rozmawiała na dzisiejszej lekcji.

-Ty jesteś ten nowy?- chłopak skinął- Co ci się stało, wilki cię napadły?

-To nic takiego, co cię tu sprowadza?

-Właściwie to, chciałam zapytać o to samo. Co robisz w domu Melanii.

-Można to nazwać mieszkaniem- odparł.

W taj samej chwili po schodach zbiegła gospodyni w ręczniku wołając:

-Sebastianie! Co zrobiłeś, ze wszystkimi moimi ubraniami…

W tej chwili dostrzegła przyjaciółkę i lekko się rumieniąc wróciła na górę. Kamerdyner zaproponował gościowi herbaty, jednak ten odmówił.

-Czemu mieszkasz z Mel?- kontynuowała konwersację- I kim jest ten gość, który wam usługuję.

-To skomplikowane- próbował wykręcić się od odpowiedzi.

W końcu dołączyła do nich Melanii w koszuli nocnej, ponieważ nic innego nie mogła znaleźć.

-Porozmawiamy jutro- rzuciła do koleżanki- Obiecuję, że ci wszystko wyjaśnię!

Gość opuścił dom, a Ciela znowu przytłoczył współczesny świat.

-A więc teraz tak łatwo się teraz pozbyć niechcianych ludzi, właściwie to co jej powiesz?

-Prawdę…


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Kaichou wa Maid-sama! AMV

poniedziałek, 02 lipca 2012 14:33


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kuroshitsuji cz8

niedziela, 01 lipca 2012 21:06

Lekki zapychacz!

 

KUROSHITSUJI

 

 

CZĘŚĆ 8

 

Podczas wizyty u grabarza bohaterowie dowiedzieli się wielu ciekawych rzeczy i poznali szczegóły sekcji. Melanii czuła jednak, że jest coś co Undertaker sprawnie omija, więc gdy Ciel starał się ją wywlec z zakładu siłą stawiała się. Nie zauważyli nawet gdy Sebastian zniknął z ich oczu. Dziewczyna nadal wyrywała się koledze( tego dnia już trzeci raz).

-On nigdy nie zdradzi nam wszystkiego- tłumaczył Ciel.

-Przecież mu tak jakby zapłaciliśmy, miał powiedzieć wszystko co wie. A ja tak strasznie namęczyłam się, przy plecieniu tych warkoczy.

-Przy pleceniu warkoczy! Wiesz jak trudno go rozśmieszyć!

-A od czego masz Sebastiana?- zapytała.

-Sebastian to tylko zwykły lokaj.

-On nie jest zwykłym lokajem. Nie rozumiem was demonów!

-Czego na przykład?- zaintrygowała go.

-Dlaczego, ja jeszcze żyję? Podstawiłam się wam, a nadal mam duszę!

-Pożeranie dusz to jedna z niedogodności życia demona. Wbrew pozorą one wcale nie są takie smaczne.

-A jakie są inne, te wasze niedogodności.

-Nigdzie nie możemy zostać na dłużej, nie zaznamy uczucia miłości czy przyjaźni, chciałabyś tak żyć?

-Ale ty przecież masz przyjaciół- słusznie zauważyła- Masz mnie.

Chłopak nigdy wcześniej nie myślał o niej jak o przyjaciółce, a raczej jak o obiekcie, który chciał chronić i którego nie chciał stracić. Nagle oboje zauważyli, że ludzie dokoła patrzą na nich z dziwnymi uśmiechami na ustach.

-Czy mógłbyś już puścić moją rękę- poprosiła Mel przyjaciela.

-Tak, wybacz.

Dziewczyna roześmiała się. Ciel mimo swego młodego wieku* już wiedział, że nigdy nie zrozumie kobiet. Czy w jego reakcji było coś zabawnego, czego nie wyłapał?

-Dokąd idziesz?- zapytała w końcu.

-Chciałbym (odwiedzić grób rodziców), a zresztą nieważne wracajmy- tym razem to ona zatrzymała Ciela mocnym chwytem.

-Też, chciałam tam iść…

-Skąd wiesz o czym myślę?- zdziwił się, a zarazem ucieszył.

-Nie jestem pewna, chyba zgadywałam.

Po dziesięciu minutach marszu udało im się dojść na cmentarz. Przystanęli nad grobem rodziców Ciela, chłopak nie odezwał się ani słowem.

-Poczekaj, zaraz wracam- Melania uśmiechnęła się do niego.

Po chwili wróciła niosąc w ręku trzy czerwone róże.

-Trzy- zdziwił się.

-Jeden jest dla twoich rodziców, drugi dla mojej babci, a trzeci dla… Elizabeth.

Podała chłopcu dwie z nich i spojrzała w jego pozbawione wyrazu oczy, a reczej oko bo drugie było zakryte przepaską.

-Uważam, że to ty powinieneś im je podarować.

Uklęknął przy grobie swoich najbliższych i po raz pierwszy od stu lat zapragnął umrzeć. Mel położył dłoń na jego ramieniu. Zostawili na grobie czerwoną różę i ruszyli dalej.

-Zależało ci na niej?- zapytała znienacka nad grobem Lizy- Kochałeś ją.

Nie mógł powiedzieć, że tak, ale nie mógł także powiedzieć, że nie. Kochał ją? Pewnie tak, ale nie w takim stopniu jak ona jego. Czy ona go kochała? Mówiła, że tak. Ale czy to prawda.

Zamiast odpowiedzi użył krótkiego cytatu.

 

Każdy po­winien mieć ko­goś, z kim mógłby szczerze pomówić, bo choćby człowiek był nie wiado­mo jak dziel­ny, cza­sami czu­je się bar­dzo samotny. 

 

-Czyli, że była tylko przyjaciółką, a może siostrą? Nie kochałeś jej, ale ja jestem pewna, że ona ciebie tak.

-Czy gdyby Lizy mnie kochała, wyszłaby za mąż?

-Chciałbyś, aby na zawsze pozostała w samotności. Ona miała tylko ciebie Ciel, to jej się tyczy ten cytat. Czy nie powinieneś się cieszyć z jej szczęścia? A może jesteś po prostu zazdrosny?

-Skoro jej nie kochałem nie mogę być zazdrosny.

-Nigdy, się nie bałeś, że ktoś ci ją odbierze? Każdy powinien mieć osobę, którą pragnie chronić za wszelką cenę.

-A, ty masz kogoś takiego?- zapytał.

-Myślę, że tak, nawet więcej niż jedną.

-Więc, kto to?

-Moja mama i moi przyjaciele. Myślę, że była bym gotowa oddać życie za każdego z nich, a ty Cielu masz kogoś takiego.

Skinął głową.

-Może kiedyś ci powiem, kto to taki.

 

Opuścili cmentarz i udali się w stronę rezydencji gdzie zastali Sebastiana przygotowującego herbatę.

Mel usiadła na kanapie i zamyśliła się, co Undertaker ukrywa, może zna tożsamość mordercy.

-Domyślasz się, kto mógł zabić babcię?- zwróciła się do Ciela.

-Tak, ten który będzie próbował zabić i ciebie… Musimy tylko spokojnie poczekać, aż ta osoba sama wpadnie nam w ręce.

Dziewczyna przełknęła ślinę.

-Sugerujesz, że mam być przynętą, ale czemu i mnie, a jak mnie to czemu nie moją matkę! Sebastianie, co z tą herbatą?

-Już gotowa- podał jej filiżankę.

Melania upiła łyk.

-Bo twoją matkę trzyma pod kluczem. Ciebie zresztą też do niedawna, poza tym to tobie babcia przepisała testament nie twojej matce jak on się spodziewał.

-Czyli on chce domu i pieniędzy, mój ojciec… Nie! On nie jest moim ojcem! Jest mordercą! Rozumiem dlaczego zabił. Ale czemu w tak okrutny sposób?

-Nielegalna sprzedaż organów- powiedział Ciel- zważając na pochodzenie twojej babci dostanie za nie sporą sumkę, ale to mu nie wystarczy.

-Nie działa sam, ktoś musiał wyłączyć monitoring, a inny obezwładnić ochroniarzy. Może nawet sam nie brudził sobie rąk.

-Też o tym pomyślałem, to grupa co najmniej pięciu osób. Nie martw się o swoje życie, gwarantuje…

-Moje, życia nie jest warte więcej od pozostałych. Nawet nie mam kogoś kto by za mną szczególnie tęsknił, ale nie chcę umierać na marne. Więc Ciel lepiej go złap i skup się na ochronie tej osoby na której ci zależy.

-Złapię go zanim zdąży cokolwiek zrobić.

-W takim razie jak mu cokolwiek udowodnisz. Zaufaj mi Ciel. Zaufaj i pozwól zginąć.

-Na pewno znajdziemy dowody- upierał się.

-Pyszna herbata jakiej to firmy- zwróciła się do Sebastiana.

-Cholera Melanii nie zmieniaj tematu.

Zbluźnił, a potem nazwał ją po imieniu. Nie wiadomo dlaczego przyniosło to jej niewyobrażalną radość…

młodego wieku*- umarł w młodym wieku, a później nie wychodził na ulicę, więc nie miał czasu na poznawanie kobiet...


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Uta no prince sama AMV

niedziela, 01 lipca 2012 20:58


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kuroshitsuji cz7

sobota, 30 czerwca 2012 22:47

KUROSHITSUJI

 

CZĘŚĆ 7

 

Tego cudownego dnia, nasi bohaterowie zrobili sobie wolne od szkoły, z osobistych powodów. Ojciec Mel wyjechał w delegację więc ta miała szansę na spotkanie z rodzicielką. Ciel natomiast siedział nad materiałami, które zdobył dla niego Sebastian. Dziewczyna szła zatłoczoną ulicą, gdzie natrafiła na grupkę znajomych. Wśród nich stał nie kto inny jak Michael kapitan drużyny koszykarskiej. Melanii uśmiechnęła się blado po czym poszła dalej. Gdy znalazła się dość blisko swojego mieszkania poczuła, że ktoś złapał ją za rękę. Odwróciła się gwałtownie i spojrzała w oczy wcześniej wspomnianemu chłopakowi. Uśmiechnął się nonszalancko, już miała krzyczeć, aby się odwalił, ale zatkał jej usta pocałunkiem. Oszołomiona niewiasta wyrwała się z uścisku po czym w furii uderzyła go w twarz. Pobiegła przed siebie, żeby jak najszybciej znaleźć się w mieszkaniu matki. Michael biegł za dziewczyną, aby wyjaśnić nieporozumienie (albo i nie), niestety nim zdążył dorównać jej kroku zatrzasnęła mu drzwi przed nosem.

-Mamo- zawołała zza drzwi.

Kobieta wybiegła z kuchni i przytuliła dziecko.

-Mel, gdzieś się podziewała?

-Mamuś, nie to jest teraz najważniejsze! Czy on… nie zrobił ci krzywdy?- zapytała ze smutną miną.

-Nie skarbie, nic mi nie zrobił, ale powiedział, że jak się tu pokażesz to…- głos jej się załamał.

-Nie martw się o mnie, jestem bezpieczna. Mieszkam w rezydencji babci ( z dwoma demonami, ale to pomińmy).

-Nie boisz się zostać tam sama?

-Nie jestem sama- wymsknęło jej się.

-Jak to nie sama!- uniosła brew.

-Chyba nie myślisz, że jestem dziwką?!- wkurzyła się.

-Oczywiście, że nie, ale z kim?

-Są tam pająki, myszy…

-Dobrze wiesz, że nie o to mi chodziło!

-Nie jestem sama, babcia się mną opiekuje.

-Gdy tylko uda mi się go pozbyć (mówi o ojcu) zamieszkamy tam razem!

Tu Melania myśli o tym jak mama zareaguje na widok jej lokatorów.

-Jesteś tego pewna? A ile to potrwa? Nie zasługujesz na to żeby przez to przechodzić! Weź się wreszcie w garść i wywal tego drania z domu! Nie rozumiesz, że przez tę sytuację nie tylko ty cierpisz?

Teraz, przez tę krótką chwilę Melania znienawidziła swoją matkę. Przecież ten mężczyzna był nieobliczalny, chciał zabić je obie! A gdyby nie Ciel…

Zdenerwowana dziewczyna wybiegła z mieszkania nie zauważając stojącego za drzwiami Michaela, który po raz kolejny ruszył za nią w pogoń.

W podłym nastroju szła ulicą miasta. Nagle przystanęła naprzeciwko dziwnego zakładu pogrzebowego z którego wydobywał się szaleńczy śmiech. Zszokowana nie zwracała uwagi na otoczenie, nie spostrzegła momentu w którym jej prześladowca przygwoździł ją do ściany.

-Co ty, do cholery robisz?- zapytała złowrogo.

-Chcę cię!- powiedział patrząc w jej oczy.

-Puszczaj mnie i wracaj do swoich znajomych na pewno się martwią!- zainsynuowała.

-Chcę cię!- powtórzył.

-Spier.. sobie już idź- powstrzymała się od bluźnierstwa.

-Nie pozwolę temu… pedałowi mi ciebie odebrać!

-Pogięło cię mnie i Ciela nic nie łączy, a nas tym bardziej!- warknęła.

Chłopak nadal z pożądaniem patrzył na jej ciało i już miał odebrać jej kolejny pocałunek, gdy zza drzwi zakładu wyłoniła się dość duża postać w czarnym płaszczu.

-Witam, w czym mogę państwu pomóc- zapytał grabarz.

-Ooo.. Niedawno chowałem twoją babcię, to dość niezwykły przypadek śmierci…- zaczął.

-To ona nie zmarła z przyczyn naturalnych?

Chłopak najwyraźniej przestraszył się mężczyzny i zwiał, gubiąc po drodze jeden ze swoich nowiutkich trampków. Zachichotała cicho i bez pytania wparowała do wnętrza budynku. W środku czuło się wilgoć i stęchliznę, co za razem wzbudzało u dziewczyny wymioty jaki i intrygowało. Melania stanęła na środku pomieszczenia i z entuzjazmem dalej oglądała pomieszczenie. Tuż naprzeciwko niej stała otwarta trumna…

-Sypiasz w niej?- zapytała.

-Od czasu do czasu- wzruszył ramionami- Może chrupeczka.

Podsunął jej pojemniki pełen słodkości w kształcie kości.

-Psie?- przytaknął- Chyba podziękuję, czy może mi pan wyjaśnić okoliczności śmierci mojej babci.

Jakby właśnie na to pytanie czekał, uśmiechnął się. Mel chciała spojrzeć w oczy grabarza, te jednak zakrywała szara czupryna i jeden nie starannie zapleciony warkoczyk.

-Nie ma nic za darmo.

-Rozumiem- posmutniała- Jaka jest cena?

-To proste- na jego ustach zagościł jeszcze szerszy uśmiech- spraw, abym zaczął się śmiać, kilku osobą się udało.

Dziewczyna nie znała się na żartach, zazwyczaj rzucała pyskówki do nauczycieli i nie ważne co by to było wszyscy i tak się śmiali. Cała szkoła podziwiała ją za odwagę, szkoda tylko, że ona sama za taką się nie uważała.

-Czy nie mogła bym zaproponować czegoś innego?

-Na przykład…?

-Mogę, zapleść ci kilka warkoczy- zażartowała, ale mężczyzna odebrał to jak najbardziej poważnie.

-Zgoda, jeżeli mi się spodoba, powiem ci wszystko o czym wiem.

Zaciekawiona podejściem do życia dziwnego mężczyzny w czerni (coś ostatnio wielu takich spotyka) poprosiła go, aby usiadł na jednej z zamkniętych trumien i zabrała się do pracy. Już prawie zakończyła nową fryzurę człowieka niestety jej pracę przerwał człowiek otwierający drzwi, ku jej jeszcze większemu zdziwieniu zobaczyła Ciela ( i Sebcia) stojącego u wróc.

-Undertakerze!- zawołał- przyszedłem tu po informację!

-Mhm, Ciel, byłam tu pierwsza- wtrąciłam się.

-Ah, kogo widzą me stare oczy przecież to sam panicz Phantomhive głowa rodu.

-Dość, tych oficjalnych gadek!- uciszył go- A, co ty właściwie tu robisz?

-Plotę warkocze w zamian za kilka istotnych informacji o okolicznościach śmierci babci.

-I przez te wszystkie lata wystarczyło zapleść ci warkocze!- wrzeszczał.

-Oczywiście, ale wiedziałem hrabio, że nie będziesz na tyle mądry by się ze mną targować…

-Dosyć!- powiedziała stanowczo Mel- Właśnie skończyłam!

Undertaker wstał i w dziwny sposób podpełzł do Ciela.

-A więc hrabio, co cię tutaj sprowadza?

-Właściwie to przyszedłem w tej samej sprawie co ona, muszę wiedzieć kto zabił córkę Lizy.

-Skąd wiesz o tej sprawię- wtrąciła Mel.

-W przeciwieństwie do ciebie czytuję gazety- rzucił na trumnę urywek gazety.

 

MORDERSTWO HRABNY HELENY

Wczoraj we własnym domu została brutalnie zamordowana kobieta!

Ciało odkryła pokojówka hrabiny.

Zwłoki były tak zmasakrowane, iż nie dało się ich zidentyfikować,

Jednak dzięki badaniom DNA nie uległo wątpliwości, iż jest to

67 letnia H. E. K.

W domu znaleziono również testament, w którym wyraźnie napisanie było,

Że wszystko co posiada pragnie oddać wnuczce.

Pytanie tylko kto zabił?

 

-Właśnie Undertakerze, kto zabił?


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Vampire Knight Amv

piątek, 29 czerwca 2012 14:42


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kuroshitsuji cz6 UWAGA: PRZEMOC, BLUŹNIERSTWA

piątek, 29 czerwca 2012 13:52

KUROSHITSUJI

 

CZĘŚĆ 6

 

Był sobotni poranek. Melanii wstała dziś wyjątkowo wcześnie, aby załatwić pewną sprawę. Ubrała się i zwinnie zbiegła po schodach. W kuchni pracował już Sebastian przygotowujący śniadanie specjalnie dla niej, bo w końcu on i Ciel nie jadali takich rzeczy… Dziewczyna chciała już powiedzieć, że nie musi się fatygować, ale gdy poczuła fantastyczny zapach potrawy lokaja od razu zmieniła zdanie. Mel nie pamiętała kiedy ostatnio jadła tak pyszne śniadanie (pewnie nigdy). Dziewczę samo gubiło się w swoich myślach, zastanawiało się czemu nie przeprowadziła się tu wcześniej, oprócz tego, że to nie zgodne z prawem. Spojrzała na obraz wiszący na ścianie, który przedstawiał Elizabeth.

-Twoja prababcia była piękną kobietą- zauważył Sebastian.

-Znałeś ją osobiście?

-Zgadza się, była bardzo… Żywiołowa i sympatyczna.

-Jak ją poznałeś?

-Lejdy Elizabeth, była narzeczoną panicza.

Dziewczyna kiwnęła głową i dopijając ostatni łyk „kradzionej herbaty” wybiegła z posiadłości. Chciała jedynie porozmawiać z ojcem, nie wiedziała o czym, ale czuła taką potrzebę. Pójdzie tam? I co mu powie, że się wynosi i żeby przestał znęcać się nad matką? Ona wiedziała, że mężczyzna, który podaje się za jej ojca jest nieobliczalny i, że może nie wrócić już cało, ale mają ją to obchodziło. Nie wiedziała jeszcze jak to dobrze rozegrać, ale zawsze szła na żywioł. Najwyżej razem z matką uciekną z mieszkania i skryją się u babci ( czyli tam gdzie mieszka Ciel). Gdy dotarła na miejsce wyciągnęła rękę i nieśmiało zapukała do drzwi. Ku jej nieszczęściu otworzył ojciec..

-Gdzieś się szlajała po nocach ty dziwko!- wykrzykiwał na całą kamienicę- Nie jesteś niczym więcej jak zwyczajną suką?!

-Kochanie uspokój się!- błagała mama.

Mel znów poczuła się tak, jak gdy pierwszy raz ujrzała Sebastiana. Była bezsilna, bała się, ale zarazem nie mogła się poddać w końcu sama tu przyszła.

-Nie mam zamiaru się uspakajać!- kontynuował- Odpowiedz ty kurwo, gdzie się szlajasz po nocach.

-Byłam…

-Słuchamy, a może z kimś się puściłaś?- zainsynuował.

-Kochani, przestań!- mama podniosła głos.

Ojciec natychmiast uderzył ją z pięści w twarz, a ona zapłakana opadła na podłogę.

-Przestań!- tym razem to Melanii krzyczała- Nie dotykaj jej!

Mężczyzna podszedł do niej i złapał ją za gardło po czym przycisnął do ściany.

-Słuchaj mnie! Wypieprzaj z tego domu, albo zabije was obie…

-Bez mamy nigdzie nie idę!- wyrwała się.

Biegła przed siebie, ale mężczyzna złapał ją za nadgarstek, kątem oka dostrzegła, że trzyma on w dłoni nóż, który w szybkim tempie zbliżał się w jej stronę. Dziewczyna zamknęła oczy gotowa na śmierć. Odczekała chwilę, ale nie poczuła bólu. Otworzyła oczy. Jej ojciec leżał nieprzytomny na ziemi, a tuż nad jego zbolałym ciałem stał młody arystokrata.

-Ciel?- zapytała zdziwiona- Śledziłeś mnie?

-Gdy Sebastian powiedział mi, że wyszłaś wiedziałem, że tu przyjdziesz.

-Nie musiałeś…

-Gdyby nie ja to twój ojciec…

-Uznajmy, że nasze rachunki są wyrównane- zaproponowała.

-Dobrze- przytaknął- Wracajmy.

Melanii spojrzała na kanapę jej matka również leżała nieprzytomna od ciosu który zadał jej ojciec.

-Nic jej nie będzie?- zapytała wciąż na nią patrząc.

-Twój ojciec jej nie skrzywdzi. Gwarantuje ci to.

-Ciel?

-Słucham?

-Nie, to nic takiego, lepiej już wracajmy- po dotarciu do bramy rezydencji dziewczyna dodała- Dziękuję.

 

W poniedziałek w szkole Ciel czuł się dość nieswojo. Nie mógł się dopasować do atmosfery panującej w klasie, oczywiście to nie było najgorszym co go spotkało tego dnia, jeszcze gorsza była lekcja wf-u. Dzisiaj chłopcy grali w koszykówkę, a hrabia już po kilku pierwszych minutach meczu spuścił wzrok i stwierdził, iż ten sport nie jest jego godny. Czemu w szkole nie uczą ich szermierki, czy jazdy konnej? Oba te sporty wydały się Cielowi setki razy lepsze niż koszykówka.

-Może zamiast nowego weźmiemy jakąś laskę do drużyny?- zainsynuował kapitan.

-Jesteśmy za!- wykrzyknęli wszyscy.

-Panie profesorze, możemy dokonać zmiany?- zapytał kapitan.

Profesor pokiwał głową.

-Melanii, choć no tu zagrasz za tę ofermę- krzyknął inny zawodnik.

-Nie chce mi się- stwierdziła.

-Nie chrzań mi teraz i schodź, bo przegramy- wkurzył się lider.

-A czy to moja wina, że z was takie ofermy?

-Nie pieprz i chodź tu- powtórzył się.

-O co się tak gorączkujesz- uśmiechnęła się arogancko- Już idę!

Gdy dziewczyna schodziła z trybunów Ciel szepnął do siebie:

-Jestem beznadziejny.

-Następnym razem będzie lepiej- posłała mu przyjacielski uśmiech.

Mecz zakończył się wygraną drużyny chłopaka, jednak ten sam nic nie zdziałał, tylko plątał im się pod nogami. Ruszył w stronę szatni.

-Mel ty również idziesz z nami pod prysznic?- zapytał lider.

-Tylko nie Mel i nie, nie skorzystam z tej jakże kuszącej propozycji.

-To szkoda- odpowiedział tamten- nawet nie wiesz co tracisz.

Gdy już się ubrał Ciela zaskoczyło kilku kolegów z klasy. Nie znał ich zbyt dobrze jedyne twarze jakie rozpoznawał to twarz lidera i tego drugiego który krzyczał do Melanii.

-Czy to prawda, że wczoraj byłeś z Mel?- zagadnął jeden.

-Owszem odprowadziłem ją do domu.

-Odwal się od niej!- wrzeszczał lider- ona jest moja rozumiesz?

-Jeszcze zobaczymy…


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

soul eater amw

piątek, 29 czerwca 2012 2:03

SOUL <3 EATER

Niezłe anime, polecam!


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kuroshitsuji cz5

piątek, 29 czerwca 2012 0:23

Wybaczcie, ta notka jest długa i monotonna.

KUROSHITSUJI

 

CZĘŚĆ 5

 

Jedna rzecz nie dawała paniczowi spokoju, była to myśl o Melanii. Czy była krewną Lizy? Nagle poczuł, że musi ją chronić. Stało to się w noc poprzedzającą pierwszy dzień Ciela w szkole. Arystokrata miał sen. Leżał na łące i odpoczywał, nie zauważając postaci znajdującej się za jego plecami. W pewnym momencie osoba ta przemówiła:

-Witej, Ciel.

-Lizy?- obrócił się gwałtownie.

Dziewczyna uśmiechnęła się i rzuciła na niego jak za dawnych czasów.

-Jesteś zły?- zapytała.

-Niby czemu miałbym….?- zaczął.

-To, że wyszłam za mąż nie znaczy, że o tobie zapomniałam- uśmiech ponownie zagościł na jej twarzy- Pamiętałam do końca, ale naprawdę pokochałam Finiego. Dziękuje za to, że zawsze mi pomagałeś i wiem, że nie mam prawa cię o nic prosić, ale..

Mina dziewczyny zżęła.

-O co chodzi?- dopytywał hrabia.

-Ochroń ją.

-Ją?

-Wiesz o kogo mi chodzi Ciel!

-Wiem, ale przed czym…?

-Nawet. Ty nie unikniesz śmierci.

Postać zniknęła.

-Lizy, o co ci do cholery chodzi?

Obudził się zlany potem, krzycząc z przerażenia. Do pokoju hrabiego wbiegł Sebastian i zapytał czy coś się stało, ten jednak zapewnił, iż wszystko jest w jak najlepszym porządku. Co to w ogóle było? Demony nie powinny miewać snów. Gdyby Sebastian się dowiedział… No właśnie, co by było? Nie ma mowy  by mu o tym powiedział-  Ciel był nieugięty. Przecież ja nie mogę umrzeć. Zabić mnie może jedynie inny stwór mojego pokroju, a mając u boku demonicznego lokaja nic mi nie grozi. Nie zasnął już tej nocy, a gdy nadeszła pora by wstać ponownie odwiedziła go to wizja.

-Paniczu, jesteś dziś dość blady. Masz ochotę bym schwytał dla ciebie kolejną duszę?

-Nie, nie mam ochoty na jedzenie, Poza tym jeszcze nie strawiłem tej poprzedniej.

Służący ubrał Ciela w ubrania, które wcześniej przygotowała krewna Elizabeth. Panicz udał się do drzwi, ale w pewnym momencie przystanął:

-Pamiętaj o mojej prośbie.

Demon skłonił się i otworzył przed nim drzwi..

-Miłego dnia paniczu…

-Do zobaczenia po szkole Sebastianie.

 

 

Jak zwykle Melanii siedziała w  szkolnej ławce wraz ze swoją koleżanką Alicjom, która nie dostrzegając braku zainteresowania ze strony koleżanki nadal paplała o swoim prezencie urodzinowym…

-… potem tata zabrał mnie ze sobą swoim jachtem. Normalnie nigdy nie pozwala mi na niego wchodzić, ale powiedział, że w moje urodziny zrobi wyjątek.. Ej, Mel, słuchasz mnie?

-Tylko nie Mel Ok., czasami mam dość opowieści o tym jakiego masz super ojca.

-Oj, weź przestań. Twój przecież nie jest taki zły, co nie?

-No, nie jest- skłamała.

-Możecie już przestać rozmawiać?- uciszyła ich nauczycielka- Z pewnych przyczyn do naszej szkoły dołączy dziś nowy uczeń, bądźcie dla niego mili.

Do klasy wmaszerował dobrze znany dziewczynie arystokrata. Na szczęście Sebastianowi udało się go właściwie ubrać, co bardzo ucieszyło Mel, ale dlaczego akurat jej klasa?

-Melanii, nie sądzisz, że ten nowy jest mega ciachem?

Dziewczyna roześmiała się na całe gardło, a każda para oczu w Sali zwróciła się w jej stronę. Patrzyli na nią jak na wariatkę.

-Melanio, czy masz jakiś problem?- zapytała nauczycielka.

-Nie- odparła spokojnie- To przez pani okropne buty.

Cała klasa wybuchła śmiechem, a wściekła nauczycielka kazała zostać Mel po lekcjach.

W klasie został również Ciel, który otrzymał masę papierów przeznaczonych do podpisania dla jego ojca (Sebcia).

-Co, ja mam z tobą zrobić! Już od początku roku sprawiasz mi kłopoty. Wiesz istnieją lepsze sposoby na zaimponowanie kolegom!

-Przepraszam, nie wiem co mnie napadło.

-Mówisz tak za każdym razem, dla twojego dobra zadzwoniłam po twojego ojca. Muszę z nim poważnie porozmawiać.

-Po, ojca?! Ale, dlaczego?...

-Czy coś nie tak?

Dziewczyna nie odpowiedziała złapała torbę i wybiegła z klasy. Chłopak już chciał pobiec za nią gdy zatrzymała go nauczycielka.

-To, nie jest dla ciebie najlepsze towarzystwo. Przy tej dziewczynie niedługo skończysz w poprawczaku. Nawet dozór kuratora nie pomaga. Ostatnimi czasy wymazała całą łazienkę czarnym smarem i przykleiła tym sposobem do ściany niecenzuralne zdjęcia swojej koleżanki. Gdyby tylko rodzice chcieli jej pomóc…

-Nie, może pani oceniać ludzi nic o nich nie wiedząc. To byłby największy błąd pani życia..

Hrabia wraz ze stertą papierów od wychowawcy pobiegł za koleżanką w końcu Lizy prosiła by ją chronił, ale jak na razie to ona wiele dla niego zrobiła.

 

Chłopcu nie udało się znaleźć dziewczyny więc wrócił do dworku, który od niej „wynajmował”. W środku zastał Sebastiana nalewającego herbaty nieznanemu gościu.

-Se.. tato wróciłem!- wymamrotał niechętnie.

-Przyjdź proszę do kuchni.

-Witam!- rzucił do przybysza- Kim pan jest?

-Pan jest twoim kuratorem- wyjaśnił lokaj.

-Miło mi cię poznać Ciel…

-Wzajemnie.

-Powiedz mi, jak minął ci pierwszy dzień w szkole.

Arystokrata starał przypomnieć sobie, co radziła mu Melanii.

-Całkiem spoko- powiedział po chwili.

-Nikt ci nie dokucza?- dopytywał mężczyzna.

-Wręcz przeciwnie, byli dla mnie bardzo uprzejmi.

-Uciąłem sobie małą pogawędkę z twoim ojcem- patrzy na zegarek- Oh, zdaje się, że muszę już iść. Do zobaczenia!

Po chwili mężczyzny już nie było.

-Sebastianie, czego ty mu naopowiadałeś?

-Nie mówiłem niczego szczególnego..

-Cześć- po schodach do salonu zbiegła Melanii.

-Co ty tu robisz?- zapytał chłopak.

-Mieszkam tu- usiadła na sofie i rozłożyła się wygodnie- Sebastianie, czy mógłbyś zrobić mi herbaty?

-Ależ oczywiście.

-Masz dwanaście lat nie możesz mieszkać sama!- wkurzył się Ciel.

-Przecież wy tu jesteście…

-Nie mówiłem o demonach…- złapał się za głowę po czym zwrócił się do kamerdynera- Jak twoja misja?

-Jestem pewien, że nie będzie tak łatwo jak wcześniej, ale da panicz radę- uśmiechnięty pokazał hrabiemu wyniki swoich badań.

-Zapomniałbym podpisz…

Arystokrata wyłożył na stół plik dokumentów od wychowawczyni, po czym udał się na spoczynek…


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

ao no exorcist amv

środa, 27 czerwca 2012 17:58


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kuroshitsuji cz4

środa, 27 czerwca 2012 17:34

KUROSHITSUJI

 

CZĘŚĆ 4

 

Ciel Phantomhive siedział przy ogromnym kuchennym stole zaczytany w gazetę. W domu Melanii mieszkał już od ponad tygodnia wraz ze swoim lokajem Sebastianem* , mężczyźni wciąż byli obserwowani, próbowali wymyślić coś, przez co przestaną uważać ich za dziwolągów i wpadli na świetny( według nich ) pomysł..

-Nie uważam, aby było to najlepsze rozwiązanie- wyraziła swoje zdanie dziewczynka.

-A, co nie tak jest z moim pomysłem?- zdziwił się arystokrata.

-Szkoła to dzicz, pożrą cię żywcem- powiedziała- Ale skoro taki monarcha jak ty ma ochotę się uczyć, to, co ja mam do gadania.

-Nikt nie powiedział, iż pragnę pójść ścieżką edukacji, ale czy masz lepszy pomysł, abyśmy mogli stać się normalni.

-Jeżeli naprawdę chcesz się pokazać w szkole skończ tak dziwnie gadać i naucz się bluźnierstw.

-Przepraszam, że wtrącam się w waćpaństwa rozmowę, ale bluzgi nie przystoją młodemu paniczowi- tłumaczył kamerdyner.

-Zamknij się Sebastianie, jak chcemy się upodobnić do społeczeństwa, zróbmy to raz, a dobrze.

-A, więc zaczynaj, pokaż, co potrafisz?- zachęcała go dziewczyna.

- Niech cię licho porwie!

-A może coś mocniejszego?

- Bodajbyś sczezł.

-Widzę, że musimy zacząć od podstaw. Pierwszą lekcją będzie lekcja „Lepiej w ogóle się nie odzywaj”.

Gdy chłopak pierwszy raz przekroczył próg tego domu od razu wiedział, dlaczego myślał, że zna skądś to miejsce. Te same meble, te same obrazy, te same dywany nic się nie zmieniło odkąd ostatni raz odwiedził dom Lizy. Wiedział, dlaczego wszystko wokoło wydawało mu się tak bliskie. Gdy domyślił się, o co chodzi pobiegł na strych. Znalazł tam kilka zabawek, którymi on i ona bawili się w dzieciństwie. Jednak, dlaczego babcia dziewczyny była w posiadaniu rezydencji? Elizabeth miała dzieci? Dziewczynka jest jej prawnuczką? Czy po jego utracie ona była jeszcze w stanie się z kimś związać?

W dużej skrzyni ciel znalazł kilka rodzinnych fotografii. Na jednej z nich była Lizy wraz ze swym małżonkiem?! Ta fotografia tak zszokowała Ciela, że wypuścił wszystko, co trzymał w rękach i runął na podłogę.

-Elizabeth wyszła za Finiego* ?!- zapytał bezbarwnym tonem, jakby w ogóle go to nie obchodziło.

Po lekcji przeklinania przyszła pora na odpowiedni dobór garderoby, oczywiście zarówno dla Ciela jak i jego przybranego ojca. Niestety i tego nie dało się ich nauczyć. Zdruzgotana niewiasta poddała się i postanowiła przychodzić wcześniej, aby dobrać im odpowiednie do sytuacji ubranie.

-I jeszcze jedno Ciel..- zaczęła Melanii- Sebastian nie morze z tobą chodzić do szkoły.

Arystokrata przełknął ślinę i z trudem wypowiedział słowa:

-Jeż nie mogę się doczekać..- to oczywiście ironia.

Kompletnie załamany uznał już swoją porażkę, za prawie pewną i powrócił do przeglądania gazetki.

-Jak myślisz Sebastianie..- zaczął uśmiechnięty- Czy nadal jestem w stanie rozwiązać jakąś zagadkę kryminalną.

-Zapewne- przytaknął.

-Zatem w czasie, gdy ja będę w szkole zbierz informację dotyczące tych morderstw- wskazał na nagłówek pisma, które czytał.

-Yes my lord…

 

*1- chodzi o to, że wśród opinii publicznej Sobuś to ojciec Ciela.

*2- ogrodnik Ciela. 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Shiki Amv

wtorek, 26 czerwca 2012 22:12

Myślałam, że anime o wampirach będzie denna, ale

zdecydowanie poyliłam się po całości!


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kuroshitsuji cz3

wtorek, 26 czerwca 2012 21:39

KUROSHITSUJI

 

 

CZĘŚĆ 3

 

Sebastian wraz ze swoim paniczem Cielem Phantomhive szedł mokrą od deszczu ulicą. Na szarawym jeszcze niebie pojawia się tęcza, a na ulicę znowu zaczęli wychodzić ludzie, tak jakby ten świat ożył na nowo. Po raz kolejny patrzono na nich z góry, jak na szaleńców, którymi wcale nie byli. Już od dawna rozważali zmianę strojów, ale nigdy nie znaleźli na to czasu, a zresztą, po co, jeśli W mieście pojawiali się raz na dwadzieścia, trzydzieści lat, aby pożywić się duszą, bez której panicz nie mógłby żyć, chociaż nie wiem czy żyć jest dobrym określeniem na stan, w którym obaj się znajdowali, aczkolwiek nie znam lepszego synonimu*.

Młody arystokrata szybko się zmęczył idąc o własnych siłach, więc „poprosił”* Sebastiana o zaniesienie go do ich kwatery (na meline). Lokaj przyśpieszył kroku słysząc za plecami ryk syren wydobywający się z kilku radiowozów. Szedł prze siebie niosąc omdlałego chłopca już w stałym tempie, co było jego błędem. Z jednego radiowozu, który przyjechał na miejsce przestępstwa, (Ale jakiego przestępstwa) wysiadł policjant i celując bronią w twarz kamerdynera powiedział uroczyście:

-Jest pan aresztowany pod zarzutem kradzieży herbaty- zaczął- Proszę odłożyć chłopca na ziemię i ręce za plecy.

Zszokowany mężczyzna wykonał polecenie, funkcjonariusz podbiegł do niego i skuł dłonie zdziwiony faktem, że musi aresztować kogoś za kradzież jednej paczuszki herbaty. Pogrążony w myślach posadził Sebastiana wraz Cielem na tylnym siedzeniu radiowozu i odjechał na komisariat..

Po piętnastu minutach chłopiec obudził się w zupełnie obcym mu miejscu. Leżał na dość miękkim materacu w pokoju o białych ścianach, Ciel pociągnął nosem wyczuwając stłumiony zapach alkoholu i bodajże rzygowin (izba wytrzeźwień). Niedługo po jego przebudzeniu przyszedł po niego funkcjonariusz. Zaprowadziwszy go do Sali przesłuchań udał się po filiżankę kawy. Powróciwszy zadał chłopcu kilka pytań dotyczących Sebastiana:

-Czy ten człowiek cię uprowadził?

-Skądże..

-A, więc kim jest dla ciebie ten człowiek?

-Sebastian jest moim lo…- zastanowił się czy może mu to powiedzieć, stwierdził jednak, iż lepiej nie ryzykować- ojcem.

-Od jak dawna mieszkacie na ulicy?

(A my mieszkamy na ulicy- pomyślał i spojrzał na swoje porozdzierane ubranie)

-Odkąd Se.. tata stracił pracę- skłamał ciemnowłosy.

-A możesz mi powiedzieć dokładnie ile to już trwa?

Ciel nienawidził teatrzyków odkąd pamiętał, lecz teraz nie miał wyboru i rozpłakał się teatralnie, po czym wychlipał:

-Chcę do tatusia!

Policjant wydawał się nieusatysfakcjonowany tą rozmową, ale wydawało się, że wiedząc, iż nic więcej od niego nie wyciągnie po prostu się poddał i wyszedł z pomieszczenia.

Następnego dna Sebastiana wypuszczona za kaucją.

-Kaucja, ale jak to?- zdziwił się arystokrata- Skąd Se.. ojciec wziął pieniądze?

-Dziś rano na komisariat przyszła dziewczynka twierdząc, iż znalazła jego portfel. Widziała jak mu wypada, ale nie zdążyła go dogonić.

O nic więcej już nie pytali dla Ciela samo podawanie się za syna Sebastiana było tak okropnym doświadczeniem, że nie był w stanie stać na własnych nogach. Obaj mężczyźni od razu zauważyli, iż są śledzeni. Wspólnie uzgodnili, że będą się zachowywać jak zwykli ludzie, do zakończenia dochodzenia w sprawie herbaty. Niestety, zapomnieli o tym, iż nie mają gdzie się udać. Była tylko jedna opcja..

-Nie ma mowy!- wrzeszczał arystokrata- Nie będę prosił tej dziewczyny o pomoc.

-Ależ paniczu, jeżeli teraz zabiję tego agenta wszyscy domyślą się, iż to moja sprawka.

-Cóż z tego Sebastianie? I tak nie mamy, dokąd wracać. Czyżbyś bał się ponieść konsekwencję?

-Oczywiście, że nie paniczu! Ale jednak uważam, że powinniśmy..

-Dobrze- uległ Ciel- mam dość życia bezdomnego, możemy się gdzieś zatrzymać na dłuższą chwilę.

I tak wylądowali pod drzwiami dziewczynki z parku, z za drzwi słychać było krzyki, wyglądało to na coś więcej niż kłótnię.

-Jesteś pewny paniczu, że mam w tej chwili zapukać?

-Tak- potwierdził.

Lokaj posłusznie zapukał kilkakrotnie w drzwi.

-Kto to do cholery może być!- wkurzył się ojciec i podszedł otworzyć drzwi.

Widzą te dwójkę sprzed kilku dni wyraźnie wściekł się jeszcze bardziej.

-Melania, chodź tu- zawołał do córki- Widzisz jak to jest, gdy zaprosi się bezdomnego do domu, teraz nie dadzą ci spokoju. Teraz proszę wyjdź i każ panom spierdalać.

Mężczyzna wypchnął dziewczynkę z mieszkania, a ta z irytacją spojrzała na przybyszy.

-Przepraszam, ale czy moglibyście już iść..- spojrzała błagalnym wzrokiem.

-Przepraszam stukrotnie- powiedział kamerdyner- Oraz dziękuję za udzieloną nam pomoc. Ale znów jej potrzebujemy..

-Nie.. dość już zrobiłam! Ojciec wie, że ukradłam mu portfel! Mam zbyt miękkie serce.

Przybysze dopiero teraz dostrzegli sińce na rękach dziewczyny, jednak nie mogli odpuścić.

-Szanowna pani, powiedz mi, chociaż, gdzie możemy znaleźć schronienie- prosił Sebastian.

Dziewczyny westchnęła i zaprowadziła mężczyzn do wielkiego, potężnego budynku, który można nazwać dworkiem.

-Cudowna rezydencja- ucieszył się arystokrata.

-Dziękuje, możecie tu zostać ile wam się podoba.

-To twoje?- zdziwił się Ciel.

-Babcia przepisała mi to w spadku…

Ten dom przypominał coś arystokracie, ale za nic nie mógł sobie przypomnieć, co. Po uśmiechu lokaja widać było, iż on pamięta, ale co…

 

*synonimy do słowa życie- bytowanie, egzystencja, istnienie, obecność, trwanie.

* „poprosił” miałam na myśli rozkazał.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Angel beats AMV

wtorek, 26 czerwca 2012 15:23

Kolejne AMV wykonane przezemnie

nie wiem czy jest dobre, ale mi się podoba


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kuroshitsuji cz2

wtorek, 26 czerwca 2012 14:48

Kolejna ciekawa opowieści nareszcie mamy Ciela <3

KUROSHITSUJI

 

CZĘŚĆ 2

 

Zdenerwowana małolata na reszcie osiągnęła swój cel, plac zabaw przeznaczony do rozbiórki znajdujący się w dość dużym parku w tej „gorszej” części miasta. Lubiła tu przychodzić ponieważ  o tej porze prawie nikogo tu nie było. Normalni ludzie unikali tego miejsca jak ognie, po prostu się bali.. Dziewczynka wiedziała, iż jest to miejsce niebezpieczne jednak nawet to jej nie odstraszyło. Po drodze spotkała tylko kilku pijanych panów czołgających się po trawie i zastanawiała się jak można upaść tak nisko. Podeszła do niskiego ogrodzenia przy placu i zwinnie przeskoczyła barierkę. Ku jej zaskoczeniu nie była na placu sama, na jednej z zardzewiałych huśtawek siedział „dziwny” chłopiec, odziany w ubranie nie z tej epoki. W prawej dłoni trzymał krótką, pięknie rzeźbioną drewnianą laskę. Nie huśtał się tylko siedział z lekko pochyloną głową podpierając się na owym antyku, który od razu przypadł dziewczynie do gustu, gdyż bodajże dwa lata temu w czasie pobytu u babci pomagała segregować jej zbiory i natrafiła na kilka ciekawych rzeczy między innymi śliczny pierścionek z rubinem, babcia mówiła dziewczynie że jest wiele wart, lecz jednak pozwoliła jej go wziąć. Chłopiec na oko mógł mieć tyle lat co ona dwanaście, może trzynaście. Dziewczę ruszyło w stronę huśtawek i usiadło najbliżej młodego arystokraty. Odbijając się od ziemi poszybowała ku górze. Nie huśtała się zbyt wysoko ze względu na zły stan urządzenia. Skrzypienie karuzeli wyrwało arystokratę z zamyślenia, gwałtownie podniósł głowę i spojrzał ku „beztroskiej” postaci szybującej w górę i w dół, jakby dopiero co ją zauważył. Zrobił niepewną minę po czym wrócił do swoich rozmyślań. W tym czasie dziewczyna zatrzymała się i poczuła chłód bijący od chłopaka, nagle przypomniał jej się mężczyzna w czarnym fraku, było w nich coś podobnego… To tajemnicze coś przerażało, a zarazem przyciągało dziewczynę, która nie wiedzieć dlaczego nie mogła uciec. Musisz stąd iść- myślała, Musisz uciekać…  jednak dalej siedziała na miejscu. W oddali dało się słyszeć kroki ktoś szedł w stronę placu zabaw, szedł coraz szybciej, aż chud przemienił się w bieg. Coś czarnego mignęło w powietrzu i wylądowało tuż przy arystokracie był to ów dziwny mężczyzna, którego widziała dziś rano z okna kamienicy.

-Sebastianie- zaczął młodszy- Mam ochotę na herbatę.

Mężczyzna uśmiechnął się, a z nieba lunął rzęsisty deszcz. Rozpętała się burza! Opiekun chłopca zdjął płaszcz i założył mu na głowę po czym powiedział:

-Paniczu, powinieneś bardziej szanować swe zdrowie..- przerwał w połowie zdania jakby przypomniało mu się coś bardzo ważnego- Panienko proszę poprowadź mnie do swojego domu.

Przestraszona dziewczyna spojrzała na nieznajomego. Z jakiej racji miała mu pokazywać gdzie mieszka jeszcze jej się włamie dnia następnego, z drugiej strony zrobiło jej się ich żal nie chciała zostawiać mężczyzn w tak srogą burzę na pastwę losu. Niezdecydowana powstała i ruszyła ku drodze. Facet podniósł arystokratę i ruszył za nią niosąc swojego pana.

Po piętnastu minutach przemoczeni do suchej nitki weszli do niewielkiego mieszkania. Małolata upewniła się, że w domu nie ma nikogo poza nią i zaprosiła gości do środka. Lokaj poprosił o wskazanie drogi do izby kuchennej, a ona wskazała na drzwi naprzeciw nich.

-Czy łaskawa pani była by skłonna użyczyć nam suchego ręcznika, aby mógł otrzeć mojego panicza nim złapie go jakieś choróbsko?

Bez słowa wyjęła z szafki koła telewizora białą puchatą szmatkę, którą rzuciła w pół przytomnego chłopaka nim ten jednak zdołał musnąć jego ciało złapał go Sebastian.

- Bardzo dziękuję- rzekł gdy niezmiernie delikatnie wycierał włosy młodego arystokraty.

Gdy zakończył zabieg udał się do kuchni, by zaparzyć herbaty, którą uprzednio upił w sklepie. Do jednej z trzech przygotowanych dodał coś dziwnego co znajdowało się w niewielkim słoiku przypiętym do paska kamerdynera. Dziewczyna beznamiętnie spojrzała na chłopca i zapytała:

-Co jest w tej herbacie?

-Dusza- odparł bezbarwnym tonem.

-Dusza?- zdziwiła się.

-Zgadza się, po prostu uznałem, iż dusza sama w sobie nie jest zbyt apetyczna, więc wysłałem Sebastiana na drobne zakupy…

Zapadła cisza, którą przerwał trzask. Piorun uderzył w drzewo naprzeciw kamienicy i zgniótł auto jej ojca, który stał z boku oszołomiony po czym wbiegł wzburzony do mieszkania. Patrząc na dziwnych gości przez chwilę pomyślał, że mógł pomylić mieszkania, ale odrzucił te myśl dostrzegając swoją córkę. Dziewczyna wstała z miejsca i poprosiła gości o wyjście jednak ci nie zareagowali na polecenie.

-Ile razy ci mówiłem, że masz nie zapraszać obcych do domu- wrzeszczał ojciec.

-Przepraszam- odparła ze skruchą.

Nie zważając na to, że dziewczyna jest już dość wystraszona po raz kolejny ją uderzył. Młody panicz wyglądał na zdenerwowanego, ale zamiast zareagować wstał i potulnie opuścił dom swojego dobroczyńcy…


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

No.6 AMV

poniedziałek, 25 czerwca 2012 23:50

Kolejne AMV tym razem z No.6 chyba mniej udane, ale to nadrobię!


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kuroshitsuji cz1

poniedziałek, 25 czerwca 2012 23:20

Teraz czas na pierwsze opowiadanie dość nudnawe, ale przynajmniej jest tam nasz kochany Sebuś Sonko <3

KUROSHITSUJI

 

CZĘŚĆ 1

 

Było południe. Dla większości ludzi czas wolny, poświęcony na powrót ze szkoły lub pracy i ponowne wyjście, aby spotkać się ze znajomymi i codzienne małe zakupy. Dzisiejszy dzień był wyjątkowo ładny, bezchmurny, a zarazem gorący, co jakiś czas powiewał ciepły wietrzyk, który otulał niczym kołderka. Ze względu na pogodę większość ludzi ubrana była w stroję do niej odpowiednie. Co mam na myśli, większość panów założyła na siebie krótkie dresowe spodnie i odpowiednio szerokie bluzki, tak by odpowiednio przepuszczały powietrze, natomiast panie krążyły po ulicach w krótkich winiówkach i bluzeczkach wiązanych na szyi zgrabnie opinających ich piersi. W pewnym momencie wszystkie wykonywane przez ludzi czynności zostały przerwane, a ich oczy zwróciły się ku wysokiemu, czarnowłosemu mężczyźnie. Uwagę społeczeństwa przykuło specyficzne ubranie osobnika, albowiem miał na sobie czarny zniszczony frak wyglądający na dość stary. W oknie jednej z kamienic stanęła pewna dziewczynka, a tuż po chwili dołączyła do niej jej matka. Spostrzegając przebierańca kobieta rzekła sama do siebie:

-Człowiekowi, chyba się w głowie poprzewracało.

Dziewczynka nie zwracając uwagi na wypowiedź rodzicielki nie mogła oderwać wzroku od człowieka we fraku, a gdy ten zniknął z widoku złapała mamę za rękę i wyszeptała:

-Mamo, boje się- w jej oczach stanęły łzy- Właśnie widziałam demona!

Kobieta nie zważając na słowa córki przytuliła ją do siebie.

-Wróciłem!- rozległ się głos w przedpokoju- Mam nadzieje, że obiad już gotowy.

Głosem tym okazał się ojciec małolaty, który jak zwykle w złym humorze powrócił z delegacji.

-Nie spodziewałyśmy się ciebie tak wcześnie…- zaczęła matka.

-Mam przez to rozumieć, że nic jeszcze nie gotowe?!- wrzeszczał mężczyzna.

-To ja pójdę do kuchni, obiecuje, że za pół godziny..

-Nieważne- przerwał jej mąż- Teraz mam ochotę na coś innego.

Ojciec chwycił żonę za rękę i pchnął w stronę kanapy, na którą kobieta upadła. Do salonu wkroczyła dziewczynka i poprosiła ojca, aby przestał napastować mamę. Na te żądanie facet roześmiał się i uderzył córkę w twarz jednak ta nie wylewając nawet jednej łzy chciała kontynuować konwersację, od myśli tej odwiodła ją jednak błagalna mina matki, która poprosiła ją o opuszczenie mieszkania. Kilka minut później małolata szła już zatłoczoną ulicą w stronę placu zabaw…

 

W TYM SAMYM CZASIE

 

-Dzień dobry- przywitał się z szarmanckim uśmiechem dziwny czarnowłosy mężczyzna.

-Witam pana, w czym mogę pomóc?- zapytała z uprzejmością kasjerka.

-Przepraszam, ale.. Jakie sprzedaje pani rodzaje herbaty?

Kasjerka oszołomiona dziwnym pytaniem, na które w rzeczy samej nie znała odpowiedzi rzekła:

-Może LIPTON…

Dziwny nieznajomy widząc, iż z tą kobietą raczej się nie dogada starał się wybrać po zapachu. Pracownica sklepu przerażona zachowaniem klienta już miała wzywać policje, lecz nim zdążyła sięgnąć po słuchawkę mężczyzna dokonał wyboru.

-Jest pan pewien?- zdziwiła się i spojrzała na porozdzierane ubrania klienta, gdy tak teraz na niego patrzyła bardziej przypominał bezdomnego niż znawcę herbaty. Jednak biorąc pod uwagę jego nienaganną fryzurę i higienę osobistą niczego już nie była pewna.

-Tak jestem pewien- odpowiedział z uśmiechem.

-Jest dość droga..

Nim dokończyła przebierańca już nie było, a na ladzie leżała pozostawiona przez niego zapłata, kilka dziwnych monet.. Kasjerka lekko podenerwowana sięgnęła po telefon wykręcając numer alarmowy….


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Ohayo! Moje pierwsze AMV

poniedziałek, 25 czerwca 2012 18:49

Ohayo! Nie miałam na razie czasu na pisanie opowiadań więc dodam moje pierwsze AMV.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

sobota, 1 listopada 2014

Licznik odwiedzin:  3 029